W mediach praktycznie regularnie można przeczytać wiadomości na temat podatku katastralnego. Czy rzeczywiście można się spodziewać takiej daniny w Polsce? Na czym ewentualnie podatek tego typu może polegać?

Na czym w teorii mógłby polegać tak zwany podatek katastralny

Podatek katastralny nie jest nowością wymyśloną przez obóz władzy. Podatek tego typu występuje w niektórych krajach Unii Europejskiej oraz w Stanach Zjednoczonych. Z reguły przyjmuje on postać daniny, która jest liczona w postaci 1-2 procenta od wartości nieruchomości.

Tutaj trzeba odnotować, że obecnie w Polsce jest podatek od nieruchomości jednak jest on nieporównywalnie niższy, gdyż ustawa przewiduje maksymalne stawki podatku od nieruchomości. Dla lokali mieszkalnych w 2021 roku były to 0,81zł za 1m2 powierzchni użytkowej, natomiast dla lokali związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej 23,90zł za 1m2. W praktyce oznacza to, że tak zwane lokale komercyjne płacą znacznie wyższy podatek. Wciąż to jednak nie są aż takie sumy jakich co niektórzy obawiają się myśląc o podatku katastralnym.

Należy odnotować, że podatek katastralny z założenia miałby być dodatkową daniną, która miałaby uderzyć w szczególności w te osoby, które mają więcej niż jedną nieruchomość.

Czy należy się obawiać podatku katastralnego? Raczej na razie nie ma takiej potrzeby. 10 listopada Ministerstwo Finansów za pośrednictwem Twittera napisało, że rząd nie planuje wprowadzenia podatku katastralnego.

Czy tak zwany podatek katastralny ma jakieś zalety?

Co ciekawe, podatek katastralny ma także swoich zwolenników i pewne wyraziste zalety. Wprowadzenie takiego podatku mogłoby zredukować pojawienie się pustostanów wykupowanych wyłącznie na cele spekulacyjne (pojawiają się głosy o funduszach inwestycyjnych, które kupują puste lokale licząc wyłącznie na to, że ich cena wzrośnie). Poza tym, w Polsce mocno rozpowszechniło się zjawisko tak zwanych filpów (kupowanie mieszkań w celu szybkiej odsprzedaży po wyższej cenie). To wszystko sprawia, że ceny na rynku nieruchomości drożeją i w efekcie przeciętny Kowalski ma coraz bardziej utrudnione zadanie, żeby dorobić się swoich upragnionych czterech kątów. Poza tym, trzeba odnotować, że większe obciążenie podatkowe najbogatszych obywateli dysponujących kilkoma lokalami mogłoby zwiększyć wpływy do budżetu gmin.